piątek, 11 listopada 2016

İşkembe çorbası czyli tureckie flaczki

İşkembe çorbası czyli tureckie flaczki
İşkembe çorbası czyli tureckie flaczki

Witajcie Kochani, mam nadzieję że to już ostatnia długa przerwa, i że w końcu wrócę do pisania i prezentowania nowych pysznych potraw kuchni tureckiej i nie tylko tureckiej.
Ostatnimi czasy dużo się u mnie dzieje, szczególnie dużo w życiu zawodowym, próbuję zakończyc jeden etap mojego życia by rozpocząć drugi dlatego mam mniej czasu na hobby i prowadzenie bloga. Ogólnie mniej gotuję co odbija się na blogu, na szczęście koleżanka blogerka jak zwykle przyszła mi z pomocą i zmobilizowała do nowej serii postów. Będą to zupy w sam raz na zimowe wieczory, zupy zdrowe pożywne i przede wszystkim gorące. 
Zacznę od typowej tureckiej zupy işkembe çorbası

środa, 5 października 2016

Zaczął się rok szkolny

Zaczęła się szkoła a wraz z nią nowe obowiązki. Po przeprowadzce odległość do szkoły się zwiększyła więc jak na razie dowozimy dzieci dolmuszem lub chodzimy pieszo ale planujemy wykupić serwis. Ze względu na czystki jakie miały miejsce w szkolnictwie wielu nauczycieli zostało zwolnionych, kilka prywatnych szkół zamkniętych więc dzieci tam uczące się zaczęły oblegać te lepsze podstawówki państwowe. W naszej szkole utworzono dodatkowe klasy właśnie dla tych dzieci a liczba uczniów w klasach zwiększyła się do ponad 40 osób. Klasa mojej córki ma "szczęście" gdyż jest w niej 38 uczniów. Nowych doszło jedynie 2. 

Nadal obowiązują szkolne mundurki, choć część dzieci nie dostosowuje się do tego i rodzice ubierają je po prostu na biało granatowo. Przyznam, że ja również jestem jedną z osob, które są przeciwne mundurkom. Nie ubieram dziecka jak na bal a w kolory nakazane przez szkołę i odpowiednio w spodnie lub spódnicę i białą bluzkę. Młodsza córka, która uczy się w szkolnej zerówce nie ma obowiązku noszenia mundurka, kolorystyka jest całkowicie dowolna jedyny nakaz to leginsy lub spodnie dresowe i bluzka by dzieci mogly się swobodnie poruszać podczas zajęć i na placu zabaw.

Naszą szkołę czeka jeszcze jedna ważna zmiana. Jak do tej pory szkoła prowadzi zajęcia rano i po południu. Rano mają lekcje uczniowie gimnazjum, po południu - podstawówka. Kolejną zmianą związaną z czystkami i zamknięciem niektórych szkół po nieudanym puczu będzie przeniesienie gimnazjum do zamkniętego prywatnego koledżu a w naszej szkole podstawówka ma mieć zajęcia tzw całodniowe czyli od 9 do 14.30. W tej chwili lekcje trwają od 13 do 18. Zmiana godzin lekcyjnych wiąże się z dłuższą przerwą południową na ciepły obiad i otwarciem stołówki. Według wyjaśnień dyrektora, po zmianie zostanie otwarta stołówka i zatrudniona firma cateringowa, która przygotuje obiady zwane tutaj tabldot. Czyli domowe obiady czterodaniowe. Dyrektor przewiduje miesięczne opłaty za obiady w wysokości około 200zł. Obecnie dzieci korzystają ze sklepiku oferujacego slodycze i budki z jedzeniem fastfoodowym. Oczywiście jest dłuższa 20 minutowa przerwa na posiłek, który najczęściej dzieci przynoszą z domu. są to owoce i jakaś bułka czy domowe ciasto, jednak na ostatnim zebraniu jedna z matek z trójki klasowej uświadamiała rodziców by dawali dzieciom do śniadaniówki różnego rodzaju suszone owoce i orzechy a nie słodycze czy produkty mączne. Dzieci przychodza do szkoły po zjedzeniu domowego obiadu a według tureckiego planu posiłkowego po powrocie do domu zjedzą sutą ciepłą kolację przpominającą obiad więc garść suszonych owoców i orzechów zjedzona między sutymi posiłkami zapewni im energię i zaspokoi głód. Przyznam, że tak jak w zeszłym roku dawałam córce do śniadaniówki coś treściwego prócz owoców gdyż obiad jadła albo i nie jadła w prywatnej świetlicy, w tym roku do świetlicy nie chodzi więc po domowym zdrowym obiedzie przekąska typu owoce i orzechy całkowicie jej wystarcza. 

Żywienie zerówkowiczów wygląda zupełnie inaczej. Nauka w zerówce trwa 4 godziny od 8.30 do 12.30 i dzieci o godzinie 9 jedzą śniadanie a o 11 owoce. Śniadania są przygotowywane przez rodziców. Jednak nie wygląda to tak, że każdy rodzic przygotowuje śniadanie swemu dziecku i dzieci wspólnie jedzą posiłek a raz w miesiącu każda z mam przygotowuje posiłek dla wszystkich dzieci. Jest to dużo bardziej praktyczne choć trzeba mieć na uwadze to iż nie każdy będzie w stanie przygotować posiłek z produktów dobrej jakości co znając turecki sektor spożywczy może się różnie odbić na zdrowiu dzieci, szczególnie alergików.  Jutro moja kolej przygotowania śniadania w menu mamy ciasto, borek, mleko i owoc. Postanowiłam przygotować czekoladowe babeczki z rodzynkami i marchewkowe z orzechami i cynamonem do tego borek z serem lub ziemniakami a jako owoc będzie mandarynka.  Zobaczymy czy dzieciom z grupy posmakuje. W zeszłym roku od czasu do czasu robiłam dzieciom do przedszkolu różnego rodzaju babaeczki i choć różniły się od tego co przygotowują mamy, zawsze były zjadane ze smakiem :)

Zarówno w klasie starszej jak i młodszej córki organizowane są dodatkowe płatne zajęcia. Starsza córka w tym roku wybrała język angielski, młodsza tańce ludowe, muzykę i szachy.

W tym roku zaczynam dostrzegać niedociągnięcia w tureckiej edukacji i nie jest to wina nauczyciela naszej starszej córki a wina systemu szkolnictwa. Porównując program zajęć z polskiej szkoły i tureckiej z pełną świadomością mogę stwierdzić, że system turecki przygotowuje wtórnych analfabetów. Dzieci tak bardzo ukierunkowane są na rozwiązywanie testów i egzaminy do szkoły średniej, że zupełnie przestają pisać, układać zdania, wypowiadać się. Nie ma dyktand, krótkich wypracowań czy opisów czegokolwiek jedyne na czym się skupiaja to zakreślenie odpowiedniej odpowiedz A, B lub C. nauczyciel uważa, że jego obowiązkiem jest odpowiednie przygotowanie dziecka do egzaminu TEOG czyli egzaminu do szkoły średniej kosztem pozostałych umiejetności, które ma zastąpić czytaniem książek. Większość rodziców się z nim niestety zgadza. Ja nie, samo czytanie książek nie rozwinie w dzieciach poprawnej pisowni a bez rozmów i zadawania pytań nie nauczą się wypowiadać własnego zdania. Przyznam, że wzięłam sprawy w swoje ręce, dużo z córką rozmawiamy, pisanie nadrabiamy na lekcjach polskiego a dodatkowo mąż robi córce dyktanda z języka tureckiego. Pisania nie lubi, strasznie ją nudzi, ziewa, marudzi, wymyśla tysiąc innych zajęć bo nie przywyczajono jej do tego w szkole ale wiem, że malutkimi kroczkami idziemy do przodu. Z czytaniem problemu nie mamy, czyta biegle w obu językach i czyta dużo, nie są to książki z wierszami a dłuższe opowiadania lub książki przygodowe dla dziewczynek.

Zaczynam zbierać owoce mojej pracy i to mnie ogromnie cieszy :)

A tu mam dla Was kilka fotek zrobionych dzisiaj w szkole u obu córek:






środa, 28 września 2016

Powrót do Turcji i pisania bloga

W końcu mam możliwość by wygodnie usiąść i napisać kilka słów. Mam nadzieję, że to będzie w końcu całkowity powrót do normalnego pisania postów. 
Zmian zaszło u mnie niesamowicie dużo. Jak pisałam przed wyjazdem na wakacje do Polski, przeprowadziliśmy się i dość długo trwało doprowadzenie mieszkania do stanu użytkowego. Wczoraj w końcu kupiliśmy biurko i dziś mogę normalnie usiąść przy komputerze i zacząć opisywać to co już dawno chciałam opsać.

Sama przeprowadzka to nic w porównaniu z późniejszymi próbami umeblowania i udekorowania mieszkania. Tureckie firmy meblarskie na meble, które wybraliśmy kazały nam czekać miesiąc więc zrezygnowaliśmy a z pomocą przyszedł nam znany szwedzki sklep. Jego produkty były na wyciągnięcie ręki i wystarczyło jedynie je zmątować. Wychodzi na to, że mieszkania nie umeblowałam w stylu tureckim a raczej, praktycznie i tanio - po europejsku :) Jeśli dobrze pamiętam na starym blogu prezentowałam fotografie z różnych typowo tureckich mieszkań. Na tym blogu również postaram się napisać oddzielny post o takich właśnie mieszkaniach. Muszę jednak zauważyć, że Turcy to taki naród, który raczej nie zmienia przyzwyczajeń. Tak jak Ikea nastawiona jest ogólnie na praktyczne umeblowanie małych powierzchni to showroom w Izmirze wita nas pięknie umeblowanym dużym salonem. W końcu zrozumieli, że Turcy nie lubią mieszkać w małych mieszkaniach a standardowa powierzchnia mieszkalna to 120m2 trzy pokoje salon i kuchnia. Na takiej przestrzeni nie trzeba się ściskać a można ładnie, modnie i wygodnie ustawić meble. Naszemu mieszkaniu, do perfekcji jeszcze daleko ale już jest wygodnie :)

Zaczęła się szkoła. Pierwszy tydzień był małym koszmarkiem bo musiałam biegać z domu do szkoły i ze szkoły do domy by zdążyć odebrać jedna a później nakarmić i odprowadzić do szkoły drugą córkę. Teraz będzie juz tylko z górki, tydzień przyzwyczajania do nowego miejsca już się skończył i młodsza córka zaczęła normalne 4 godzinne zajęcia w szkolnej zerówce. Dodatkowym udogodnieniem tu w Turcji jest możliwość wykupienia serwisu. Prywatna firma dowozi do i odwozi dzieci ze szkoły. Koszt takiego serwisu zależy od odległości. Tak dla orientacji podam iż za odległość 20 minut pieszo (tyle idę ja z domu do szkoły) trzeba zapłacić około 120zł miesięcznie.

Czym ja się zajmuję? Jak do tej pory mieszkaniem i dziećmi :) Ale od przyszłego tygodnia wracam do swoich zajęć związanych z uczelnią. Większość czasu planuję poświęcić pracy więc w tym roku blog będzie dla mnie odskocznią, nie będę mogła poświęcać mu tyle czasu co w poprzednich latach dlatego postarm się go urozmaicić by nie stracił na atrakcyjności. Mam nadzieję, że mi się to uda.

A na koniec mam dla Was relację zdjęciową z wycieczki do Sigacik, niewielkiej nadmorskiej miejscowości. Pojechaliśmy tam ze znajomymi, kiedy tatusiowie z corkami pływali w morzu, mamusie zaszalały na niedzielnym wiejskim bazarku. Był to bardzo nietypowy bazar, nie znałam takich i nie spotkałam się z takim w Izmirze. Bardziej niż bazar przypominał mi festiwal mydła i powidła. Dosłownie mydła i powidła gdyż można tam było kupić wszystko co ręcznie robione od mydła przez kiszonki, gotowe dania przygotowane przez miejscowe gospodynie do własnie powideł i dżemów :) Była również biżuteria handmade. Nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała różnych dziwolągów typu dżem z pomidorów czy ostrej papryki :) Mężowi kupiłam kiszonki a dzieciom na zimę podobno bardzo zdrową zupę tarhana.






















niedziela, 7 sierpnia 2016

Sabantuj w Kruszynianach czyli tatarskie święto pługa

Od dłuższego czasu jestem w Polsce, mało gotuję więcej odpoczywam i czynnie uczestniczę w życiu tatarskiej społeczności. Jak co roku od 10 lat w tym roku również nie mogło zabraknąć uroczystości zwanej Sabantuj. Co to za uroczystość? Sabantuj to święto pługa, które obchodzą Tatarzy na całym świecie. W Polsce obchody tego święta zapoczątkowała Dżenneta Bogdanowicz, właścicielka znanego już nie tylko w Polsce ale również za granicą gospodarstwa agroturystycznego Tatarska Jurta. Będąc na Podlasiu (Kruszyniany) koniecznie tam wstąpcie, prócz pysznego jedzenia będziecie mieli możliwość poznania kultury tatarskiej.



  
 


 

Sabantuj odbył się wczoraj 6 sierpnia i pomimo niezbyt dobrej pogody zjechały się tłumy. Organizatorka postarała się o to by każdy gość wyszedł z imprezy zadowolony i usatysfakcjonowany. Można było oczywiście zjeść, spróbować zarówno wypieków Tatarskiej Jurty jak również wziąć udział w pokazach kulinarnych prowadzonych przez zaprzyjaźnionych mistrzów kuchni. Prócz czegoś dla ciała było również coś dla ducha. Koncerty zespołów tatarskich między innymi z Polski, Litwy, Tatarstanu umilały nam ten pochmurny dzień wesołą skoczną muzyką


  

 

 
 

 

Te pysznie wyglądające pierożki to kołduny, przepis na nie znajdziecie oczywiście na moim blogu. Wystarczy kliknąć w TEN link.
Nie zabrakło również atrakcji dla dzieci i młodzieży: przeróżne zabawy plastyczne, w których czynny udział brały moje córki, mecz piłki nożnej, loteria fantowa i wiele innych zabaw i gier. 

 





Zwieńczeniem całej imprezy była rekonstrukcja bitwy pod Chocimiem.








Ze względu na problemy techniczne zdjęcia nie są najlepszej jakości za co przepraszam.




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...